to the ocean

totheocean3.jpg

totheocean2.jpg

totheocean1.jpg



moose

droge do pracy mozna skrocic jadac wyboista sciezka przez bagna, gdzie “mieszkaja” moose’y. praktycznie codziennie spotykam jednego, dwa, a nawet cala rodzinke alaskanskich losi. spacerujacy z psami amerykanie na sam widok zawracaja, w szczegolnosci kiedy pojawi sie matka z mlodymi. dzisiaj udalo mi sie podejsc do meskiego doroslego osobnika na odleglosc jednego metra… po to, zeby zrobic ponizsze zdjecie…

moose.jpg



anchorage, downtown

img_0141b.jpg

img_0147b.jpg

img_0160b.jpg



tydzien pierwszy

pierwsze dni w anchorage… to juz prawie tydzien… ponizej kilka zdjec: z lotniska z dybikiem w roli glownej, z mieszkania podczas rytualnego golenia glowy, z gazeta w reku w poszukiwaniu ciekawych ogloszen o prace, z nowym srodkiem lokomocji zakupionym w wall marcie oraz ostatnie z gadzetem, po ktorego tutaj wszyscy przyjechalismy… oczywiscie w troche wiekszej ilosci niz na zdjeciu…

dscf2552blog.jpg

dscf2575blog.jpg

dscf2619blog.jpg

dscf2592final_blog.jpg

dscf2610.jpg



walizki przybywajcie!

a jednak obylo sie bez przygod i problemow technicznych… no moze nie do konca, bo walizki gdzies utknely, chyba w paryzu… beda dzien pozniej, przy sobie mam dokumenty, komputer i skarpetki na zmiane. tak zaluje, ze ograniczylem swoj bagaz podreczny do minimum. no coz… zawsze to jakas lekcja. szkoda tylko, ze nie mam czym umyc zebow i w co sie przebrac po 20 godzinach lotu. jest dosc zimno jak na te pore roku. zdecydowanie za zimno patrzac jak jestem ubrany…



zapach lata

powtorzyla sie historia sprzed roku i znowu bylo goraco ostatniego dnia przed wylotem. nieprzespana noc, egzamin, szybki obiad i jeszcze szybsza “wyprowadzka”… nie wspomne o blyskawicznym pakowaniu walizki. nawet nie wzialem z soba notesu i musze teraz zapisywac notki na starym formularzu ubezpieczeniowym znalezionym w portfelu. dziwnie sie czuje. wyjezdzam czy wracam na alaske? ;) juz nie moge doczekac sie alaskanskich porankow z charakterystycznym dla tego miejsca zapachem traw. udalo mi sie jeszcze zasmakowac troche goracego lata w polsce, chyba pierwszy raz od dwoch lat. najpierw bylem w deszczowym edynburgu a rok temu na alasce, a przeciez w obydwu miejscach temperatura rzadko dochodzi do 30 stopni… ok, zaraz laduje w paryzu, mam tylko pol godziny na przesiadke. nie chce krakac ani wywolywac wilka z lasu coby nie powtorzyla sie sytuacja z nowego jorku, ale paryza jeszcze nie zwiedzalem ;) kto wie czy rezerwacja na lot do seattle jest wciaz wazna…



na zachod!

nie sadzilem, ze mozna tak bardzo zasiedziec sie w kraju… naszym kraju. od ostatniego wyjazdu minely prawie 3 miesiace i jak widac brakuje zdjec “z drogi”… po dzisiejszym telefonie i propozycji wystawy nabralem wiatru w zagle i w pazdzierniku mozna spodziewac sie reportazu z alaski w duzym formacie ;) szczegoly na razie zachowam dla siebie… ciekawe czy dolece planowo czy moze drugi lot na dawne ziemie rosyjskie skonczy sie podobnym nieplanowanym pobytem w ktoryms duzym amerykanskim miescie? juz sam nie wiem co wolalbym bardziej… planowo: warszawa - paryz - seattle - anchorage, a na poczatku pazdziernika hawaje! tym razem w lepszej lacznosci ze swiatem przez co bede mogl sprawniej umieszczac zdjecia i relacjonowac co w alaskanskich trawach piszczy… jutro zostawiam torun na ponad 3 miesiace po to zeby odpoczac troche od tego miasta i zaczac nowa przygode na drugim koncu swiata, ktorej efektem maja byc niezapmniane wspomnienia, wymierne korzysci z pracy, zdjecia, przyrost wagi i kto wie co jeszcze? ;) zamykam pokoj, ktory juz swieci pustka i straszy echem… w droge!



Olga

olgus1.jpg



upside down

img_6908kolor.jpg



blekitne.com

rzepak.jpg



blekitne.com

szukasz fotografa na slub? zapraszam do zapoznania sie z moja oferta na stronie blekitne.com

blekitne_wiz1.jpg



panna O

olga4.jpg



finally real spring

dla niektorych wiosna przychodzi wczesniej niz jest to zauwazalne dla ogolu… z roznych powodow… z jednego powodu

ooolga.jpg



Olga

olga2.jpg



benelux

poznac benelux w 5 dni? niemozliwe… tym bardziej, ze organizacja byla jaka byla a decyzje najczesciej podejmowane spontanicznie. za to w ogole nie wialo nuda. w 3 dni przejechalismy prawie 700km zaczynajac podroz w brukseli, przez antwerpie, kulturalne miasto utrecht, konczac na amsterdamie. poza tym leuven, waterloo… najbardziej ruchliwymi i zarazem najciekawszymi miastami okazaly sie utrecht i amsterdam, gdzie po pierwsze trudno zaparkowac samochod (za to jesli juz sie uda to stoi praktycznie za darmo - polak potrafi), po drugie trzeba uwazac, zeby nie zostac potraconym przez szarzujacych rowerzystow. dyskryminowani piesi odnajduja swe miejsce w coffee shop’ach, a na ulicach czerwonych latarni przechadzaja sie cale rodzinki. leuven to spokojne miasto studenckie, bardzo przypominajace torun, sporo mniejsze, za to z wiekszym zageszczeniem pub’ow na starowce ;) w calym benelux’ie kroluje fracuski, dutch. po angielsku predzej dogadasz sie z turkiem w sklepie niz z kierowca autobusu. podobno spoleczenstwo poludniowego benelux’u niechetnie uczy sie tego jezyka… reasumujac: wyjazd o charakterze pobieznego sightseeing’u z elementami edukacyjnymi, jak zwykle… wielkie podziekowania dla maciaz’a za przyjecie, przechowanie, zaopiekowanie, wyprawienie ;) no i za to, ze wytrzymal z nami 5 dni… zdjecia? bylbym zapomnial. czesc ocenzurowano jeszcze po stronie holenderskiej ;) pozostale do obejrzenia w galerii

rower_amst.jpg